CHCĘ SIĘ BYĆ LWEM, TRZEBA WALCZYĆ Z LWAMI - wywiad z M. Mazurem

CHCĘ SIĘ BYĆ LWEM, TRZEBA WALCZYĆ Z LWAMI - wywiad z M. Mazurem

CHCĘ SIĘ BYĆ LWEM, TRZEBA WALCZYĆ Z LWAMI - wywiad z M. Mazurem z Nowej Wsi, zawodnikiem klubu „Strefa walki Oporówko”, Mistrzem Polski w MMA.

Kiedy jest planowana kolejna Twoja walka?

Planujemy wziąć udział w walkach na X-Cage w Toruniu we wrześniu. Transmisję będzie można obejrzeć na kanale Orange Sport, do czego już dziś zachęcam. W międzyczasie zamierzamy wystartować w Mistrzostwach Polski w brazylijskim jujitsu, które odbędą się na początku czerwca. Dlatego cały czas jestem w treningu. Po walce żadnej kontuzji nie dostałem, więc cały czas mogę trenować.

Od kiedy trenujesz? 

Sporty walki trenuję już siódmy rok. Na początku zajmowałem się tym rekreacyjnie, dwa – trzy razy w tygodniu, czyli tyle, ile chłopaki zazwyczaj trenują. Później zacząłem startować w amatorskich zawodach i podkręciliśmy tempo. Aktualnie odbywam kilkanaście treningów w tygodniu. Na ringu walczę już trzeci rok. 

Czy często masz kontuzje?

Często. Jest to sport urazowy, ale można starać się tego uniknąć. Zwłaszcza, że jestem fizjoterapeutą i kombinuję jak mogę, by swój aparat ruchu tak dostosować do wysiłku, by zminimalizować ryzyko urazu. Oczywiście, największe ryzyko jest podczas walki, ponieważ wtedy jest największa adrenalina i walka na sto procent. Sporo urazów zdarza się podczas ciężkich przygotowań do walki i rzadko kiedy się wychodzi do walki bez żadnego chociażby mniejszego urazu. Moje ostatnie przygotowania były na tyle mądrze prowadzone, ze udało mi się wyjść w pełni zdrowy i w pełni sił do walki.

Czy masz jakieś blokady podczas zawodów?

W zasadzie nie. Wyrosłem już z czasów, gdy miałem jakiekolwiek blokady. Na ringu jestem tylko ja i walka. Najgłębszy stan medytacji. Nie liczy się wczoraj, jutro. Jest tylko ta chwila. Jestem tylko ja i przeciwnik. Nawet, jak jest hałas na trybunie słyszę tylko głos mojego trenera. Blokady już dawno minęły. Pojawiały się głównie podczas początkowych treningów. 

Masz jakiś swój wzór?

Tak, jest to Bas Rutten, zawodnik z Holandii trzykrotnie mistrz nieistniejącej już organizacji Pancrase oraz mistrz wagi ciężkiej UFC. Zaczynał wiele lat temu. Aktualnie już nie walczy, zajmuje się treningami. Zawsze podchodził naukowo i logicznie do sztuk walki co stanowiło inspirację, by się zająć sportami walki zawodowo.

Prowadzisz jakieś rankingi zawodników?

Obserwuję rankingi. Sugeruję się tym subiektywnie. Niektórzy zajmują się nabijaniem rekordów w walkach ze słabszymi zawodnikami, dlatego nie należy patrzeć tylko na rekord. Istotne jest to, kto z kim walczył i jakie ma osiągnięcia. Mimo to  nie wolno lekceważyć żadnego przeciwnika, ponieważ MMA jest takim sportem, że każdy praktycznie może wygrać z każdym. Wystarczy, że ktoś tego dnia ma gorszą dyspozycję albo jakiś losowy element walki nagle może przesądzić na końcowy wynik. W ringu lub w klatce jesteśmy zdani wyłącznie na siebie.

Jak wygląda Twój dzień?

Praktycznie cały dzień trenuję. Rano wstaję, jem śniadanie i jadę na trening. Zazwyczaj są to dwie godziny, potem trochę odpoczynku. Po powrocie własne zajęcia, praca, by po południu wskoczyć na kolejny trening. Potem wracam do domu i wieczorem trening z chłopakami, których trenuję. Do tego czasem prowadzę prywatne treningi. W weekendy organizujemy wyjazdy i kolejne treningi, np. w Poznaniu trenuję z Mistrzem Polski w K1 Łukaszem Demczurem oraz sekcją bokserską z Samolewsky Gym. Niedziela jest dniem relaksu, podczas której odbywa się odnowa biologiczna i masaż. Zazwyczaj po walce jest okres roztrenowania i zmniejsza się ilość treningów do kilku w tygodniu lub nawet zmienia się aktywność fizyczną na jakiś czas, np. basen lub rower. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że innego życia już nie pamiętam i nie znam. Ale kocham to, co robię i nie widzę dla siebie obecnie innej drogi. 


Prowadzisz młodych zawodników. Jak wygląda Twoja działalność trenerska? 

Razem z Tomkiem Nowackim trenujemy zawodników od wieku ponadgimnazjalnego do lat trzydziestu. Czasem przychodzą też starsi, ale to są tzw. koneserzy. Kiedyś trenowali, teraz chcą to kontynuować z pasji, ale bez większych aspiracji na osiąganie wyników. 
Przychodzi do nas ok czterdzieści osób, ale jest dość duża rotacja. Tych, którzy trenują systematycznie jest ok piętnastu.
Prowadzimy grupę, w której dostrzegamy w duży potencjał. Są to zazwyczaj diamenciki do doszlifowania.  Jeden z moich zawodników Dawid Panow zdobył ten sam tytuł, co ja, czyli wygrał Mistrzostwo Polski w Amatorskim MMA. Dwóch zawodników walczyło w lutym na gali w Poznaniu. Jednemu z nich udało się wygrać, nokautując rywala. 
Teraz przygotowujemy grupkę do zawodów w brazylijskim jujitsu, w których też będę startować. 

Każdy ma jakieś słabsze, mocniejsze chwile, strony. Dużo masz stron, które chciałbyś poprawić?

Człowiek uczy się całe w życie i nie chcę mówić, ze jestem w czymś wystarczająco dobry, bo zawsze da się coś poprawić. Nigdy nie jest tak, że ktoś wszystko już potrafi perfekcyjnie. Dlatego jako trener, nawet, jeżeli widzę, że ktoś robi perfekcyjnie, to zawsze staram się znaleźć jakiś szczegół do dopracowania, by był w tym jeszcze lepszy. My wywodzimy się z brazylijskiego jujitsu, także to była nasza pionerska sztuka, jeśli chodzi o parter. To nas charakteryzowało. Jakiś czas temu stójka odbiegała, ale już nadgoniłem. Każdą płaszczyznę trzeba nieustannie szlifować.

Co cię skłoniło do MMA?

Szukałem swojej drogi w liceum. Chciałem zacząć uprawiać jakiś sport, zrobić coś rekreacyjnie dla siebie. Wcześniej trenowałem piłkę nożną, ale przez uraz kolana miałem przerwę, musiałem zrezygnować. Chciałem zrobić coś dla siebie i zainteresowałem się sportami walki. Trener mnie zauważył i docenił, potem zaczęły się zawody i w końcu po latach sam zostałem trenerem.

Twoje życie to sporty walki. A praca?

Utrzymuję się z fizjoterapii oraz pracy ochroniarza. Póki co, nie daję jeszcze rady się utrzymywać z samych walk, dlatego muszę dorabiać. Początkowo były starty amatorskie, teraz zawodowe, więc jest coraz lepiej. Mam coraz więcej sponsorów, więc już coraz lżej się trenuje pod względem finansowym. Nie jest to tani sport, jeśli sie go uprawia zawodowo.

Jakie masz plany na za 10/20 lat?

Trudno powiedzieć. Za dwadzieścia lat kariera już raczej się skończy. Każdy musi sobie zadać to pytanie, bo – jak wiadomo – kariery sportowe są różne. Zdaję sobie sprawę, że mogę wyjść do jednej walki i może się zdarzyć jakiś uraz, kontuzja, po której będę musiał zakończyć karierę. Marzy mi się szkółka dzieci.   Spełniam się w roli trenera. Nie dość, że dobrze sobie radzę, to jeszcze dobrze czuję się w tej roli. Oprócz tego jestem fizjoterapeutą, więc może pójdę w tym kierunku.


Jak wygląda przygotowanie pod względem finansowym?

Niestety, jest to drogi sport. Za wszystko trzeba płacić. Wyjazdy na obozy i treningi musimy opłacać. Poza tym trzeba opłacać miejsce zamieszkania, hotele, itp. Ewentualnie jakieś treningi ze znanymi osobami, też muszą być opłacone. Jednak musimy podejmować tego typu działania, bym mógł być coraz lepszy. Chcesz być lwem, musisz walczyć z lwami. Dlatego lubię inwestować w treningi z lepszymi od siebie. 


Oprócz treningów, musisz stosować odpowiednią dietę. 

Tak, mam przygotowaną specjalną dietę. Muszę odżywiać się zdrowo, np. na pizzę mogę pozwolić sobie dopiero po zawodach w ramach rekompensaty. :) Nie oznacza to jednak, że jem niesmaczne rzeczy. Dieta jest bezglutenowa, bez nabiału, laktozy i rzecz jasna słodyczy, ale przy odpowiednim doborze produktów jest smaczna i zdrowa jednocześnie. Trochę przekłada się to na koszta, bo – wiadomo – produkty są droższe. 
Współpracuję z dietetykiem sportowym, Jakubem Puchalskim, który układa mi plan dietetyczny. Co jakiś czas sprawdzamy, w jaki sposób żywienie wpływa na mój organizm, siłę, itp. Oprócz standardowych badań lekarskich, które co pół roku wykonuję u mojego lekarza sportowego (morfologia, mocz, EKG, EEG głowy), sprawdzam, jak ciało reaguje na dietę. 
Zdaję sobie sprawę, że oprócz tego ważna jest regeneracja organizmu, wydajność na treningu oraz sen.

Czy w MMA są powszechne badania antydopingowe?

W Polsce badania antydopingowe są sporadyczne. Czasami są tego typu najazdy, jednak nie jest to normą przed każdymi zawodami. Zazwyczaj kontrole są wtedy, gdy istnieje podejrzenie, że ktoś stosuje dopingi. 
W środowisku istnieją pogłoski o braniu dopingu, jednak w naszym sporcie doping mylnie jest odbierany w stosunku do kulturystycznego. W kulturystyce chodzi o to, żeby rosnąć, natomiast w MMA o wydajność. 


Jesteście zapraszani na walki pokazowe? 

Kiedyś byliśmy zapraszani, np. do Cinema 3D w Lesznie; był męski wieczór i pokaz technik. Teraz nie jesteśmy zapraszani. My nie szukamy, raczej ktoś do nas przychodzi. Nie rozgłaszamy zbytnio naszej działalności. Strefa Walki Oporówko jest małym klubem, ale – za pomocą poczty pantoflowej – można o nas usłyszeć. Gdyby ktoś nas poprosił, nie ma problemu. Chętnie zrobimy pokaz sztuk walki. 

Czy chciałbyś dodać coś od siebie?

Przy okazji chciałbym podziękować osobom, które mnie wspierały. Przede wszystkim dziękuję Tomkowi Nowackiemu, mojemu managerowi i trenerowi, który mądrze kieruje moją karierą. Nie bierzemy walk, które nic nie wnoszą i nie pomagają mi się rozwijać. Oprócz tego jestem wdzięczny moim sponsorom: Wojciechowi Wujczakowi z firmy MW Invest, który jest ze mną od początku mojej kariery zawodowej, firmie Extreme Hobby, która zajmuje się przygotowaniem moich strojów do walki oraz ubieraniem na co dzień, portalowi dobreziele.pl, który zajmuje się dystrybucją napoju Yerba Mate oraz pizzerii Olimp Oporówko. 

DSC00051

strefa-walki-poznan

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

--- Reklama ---

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

--- Reklama ---

INNI CZYTALI TEŻ...

Czy zbiornik Rydzyna wyschnie? [VIDEO]

Zbiornik retencyjny w Dąbczu powstał nie jako obiekt rekreacyjny. Jego przeznaczenie było takie, żeby zgromadzić wodę, która mogłaby zalać Rydzynę. Mimo opadów, jakie miały miejsce,

Daniel Loman z Dąbcza mistrzem świata

Daniel Loman z Dąbcza zdobył tytuł mistrza świata w kulturystyce w wadze super ciężkiej. Startował w Słowenii w Brezicach. „Wygrałem kartę zawodowca federacji IBFF, jako

Nie ma lipy, będą lipy

Gmina Rydzyna otrzymała dofinansowanie na zakup lip drobnolistnych. Będzie ich aż sto osiemdziesiąt. Sadzonki zostaną umieszczone w kilku częściach naszej gminy. Ponad 59 tys. zł.

stat4u