Kukurydza „w dobrej wierze”? Oświadczenie radnego Piotra Burdy

 Kukurydza „w dobrej wierze”? Oświadczenie radnego Piotra Burdy

Kukurydza „w dobrej wierze”? Oświadczenie radnego Piotra Burdy dolewa oliwy do ognia

Grudniowa sesja Rady Miejskiej w Rydzynie miała przynieść wyjaśnienia w sprawie nielegalnej uprawy kukurydzy na gminnej działce nr 355/3 w Nowej Wsi. Zamiast tego padło oświadczenie radnego i jednocześnie sołtysa Nowej Wsi, Piotra Burdy, które nie tylko nie zamknęło tematu – ale nadało mu nowy, kontrowersyjny wymiar.

Od „pełnej współpracy” do przerzucania odpowiedzialności

Przypomnijmy: w poprzednim materiale informowaliśmy, że działka gminna była bezumownie zajęta i obsiana kukurydzą. Burmistrz Kornel Malcherek zapowiedział ustalenie sprawcy i konsekwencje prawne. Przewodniczący Rady, Roman Skiba, wprost apelował do sołtysa o pomoc w wskazaniu użytkownika. Wówczas radny Burda deklarował dyspozycyjność.

Grudniowe wystąpienie było już zupełnie inne w tonie i treści.

„Mieszkańcy dbają”, czyli semantyczna ucieczka

Radny Burda oświadczył, że nie doszło do użytkowania, a jedynie do „dbania o grunt”. Według niego kukurydza została wysiana wyłącznie w celu utrzymania działki w dobrej kulturze rolnej, bez chwastów i degradacji gleby, a następnie rozdrobniona i zaorana, bez czerpania korzyści. Co więcej, padło stwierdzenie, że odpowiedzialność za takie działania – zgodnie ze statutem sołeckim – ponosi sołtys, bo to on reprezentuje mieszkańców.

To kluczowy moment. Radny, zamiast pomóc ustalić kto bez umowy wszedł na grunt gminy, próbuje zmienić definicję faktów: z bezumownego korzystania na „społeczną troskę”. Różnica – jak sam podkreślał – ma być „ogromna”. Tyle że prawo nie operuje pojęciem „dbania przez zasiew kukurydzy”.

Gmina to nie sołectwo

Podczas sesji jasno wybrzmiało jedno: działka 355/3 jest własnością gminy i nie została przekazana sołectwu. To oznacza, że bez zgody burmistrza i Rady Miejskiej nikt nie ma prawa prowadzić tam żadnych prac rolnych – niezależnie od intencji. Próba przykrycia tego faktu argumentem estetyki i „wstydu przed tablicą z napisem: grunt gminny, zachwaszczony” brzmi jak usprawiedliwianie.

Lista „dbających” rolników?

Przewodniczący Skiba konsekwentnie dopytywał o konkret: kto obsiał działkę. Zaproponował wręcz, że jeśli radny Burda wskaże nazwiska, władze osobiście podziękują „dbającym mieszkańcom”. Odpowiedź? Unik, korekta słów i zapowiedź zebrania sołeckiego „w nowym roku”. Nazwisk nadal brak.

Ostre pytania, brak odpowiedzi

Radny Burda wystąpił w podwójnej roli – radnego gminy i sołtysa. Zamiast transparentności mamy retorykę, zamiast wskazania sprawcy – semantyczne manewry, zamiast współpracy – zamykanie dyskusji („proszę otworzyć nagranie”).

Sprawa nielegalnej uprawy nie znika tylko dlatego, że ktoś nazwie ją „dbaniem”. Grunt gminny to nie prywatne pole, a „dobra kultura rolna” nie legalizuje bezumownego zajęcia mienia publicznego. Odpowiedzialność – także polityczna – spoczywa dziś przede wszystkim na radnym Piotrze Burdzie.
I właśnie dlatego ta historia nabiera tempa, a nie dobiega końca.

Zobacz także